piątek, 20 listopada 2009
Gdybym był niemieckim politykiem to bym kaca po szczycie miał. W Berlinie od lat głośno mówi się o potrzebie wzmocnienia UE, o kryzysie przywództwa. Niemcy wymyślili traktat lizboński i potem forsowali go w Europie. Ci, którzy tak jak Lech Kaczyński czy Vaclaw Klaus ośmielali się go głośno krytykować, natychmiast obrywali po głowie od niemieckiej prasy. W kuluarowych rozmowach niemieccy politycy mówili o nich, że są europejskim zaściankiem, myślą po staremu i nie chcą, by Europa szła do przodu. Miarą kroku, który wczoraj wieczorem wykonała Europa jest jej nowy rządzący tandem, którego przywódcy dosłownie wyciągnęli z kapelusza. Mocno wierzę, że unijny prezydent Herman van Rompuy i szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton nie sa takimi słabeuszami, jak widzi ich większość komentatorów. Że starczy im talentu, by zbudować podległe im instytucje ( np. służba dyplomatyczna UE praktycznie nie istnieje) oraz wypracować sobie respekt w Europie i poza nią. Problem w tym, że rozgrywający w Europie Niemcy i Francja celowo postawiły na ludzi z drugiej ligi. Chodziło o takich kandydatów, którzy nigdy nie będą w stanie zdominować Angeli Merkel czy Nicolasa Sarkozyego. Unia ma nikomu nieznanego prezydenta i równie nieznaną szefową dyplomacji. Ale liczy się to, że Berlin i Paryż nie ograniczyły swoich wpływów. Będa dalej Unię rozgrywać, a image Merkel jako Matki Europy nie zblaknie. Dziś trudno uwierzyć, że wspólnota będzie dzięki temu naprawdę silniejsza. Odważyłbym się na tezę, że jest osłabiona, bo w błyskach fleszy prysło złudzenie, że w UE wszyscy członkowie są równi, a głos każdego bierze się pod uwagę. Na tle uporczywego tłumaczenie Polakom czy Czechom o konieczności robienia ustępstw na rzecz Europy wczorajszy wybór szczególnie za Odrą wygląda fatalnie. Merkel z tego powodu kaca jednak nie ma.
środa, 18 listopada 2009
W związku z kolejna odsłoną sprawy Eriki Steinbach na portalu „Polski The Times” Łukasz Słapek pisze, że
Erika Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych - w którym jedna trzecia z 200 członków, przynajmniej tylu się do tego otwarcie przyznaje, to zatwardziali naziści - walczy o posadę w Fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie".
Zawsze wydawało mi się, że Związek Wypędzonych liczy co najmniej milion członków, a nie tylko 200. Ale skoro Łukasz Słapek tak pisze, to pewnie tak jest. Pytanie jak 200 osobowe stowarzyszenie było w stanie narobić takiego hałasu? No i czemu nie zajęły się nim niemieckie specsłużby, skoro co trzeci członek to „zatwardziały nazista”? Jestem pewien, że autor „Polski” zna odpowiedź i na te pytania.
wtorek, 29 września 2009
W Niemczech utarło się przedstawiać politykę za pomocą kolorów. CDU to czarni, SPD, a także postkomuniści z Die Linke posługują się czerwienią. Liberałom z FDP przypisano kolor żółty, Zielonym oczywiście zielony. Kolory przechodzą na partyjne koalicje: Niemcami rządził „Schwarz-Gelb” (czarni i żółci), „Rot-Grün” (czerwono-zieloni), rok temu w Hamburgu związał się nawet „Schwarz-Grün”, a w Berlinie od lat rządzi „Rot-Rot”. Cztery lata temu, gdy po wyborach zapanował absolutny pat Niemcy postanowili rozszerzyć słownik pojęć. Pojawiła się Jamaika (koalicja czarno-żółto-zielona, takie same barwy ma flaga karaibskiej wyspy) i „koalicja świateł drogowych” (czerwono-żółto-zielona). Szczególnie ta pierwsza wersja ostro kręciła dziennikarzy: sojusz FDP i Zielonych wydaje się ciągle nie do pomyślenia, ale pomysł jest tak egzotyczny, że o Jamaice można bez końca pisać. Cztery lata temu rząd utworzyli jednak czarni i czerwoni. Kilku dziennikarzy chciało ochrzcić ten sojusz mianem koalicji albańskiej (od koloru flagi), ale termin się nie przyjął. Na pierwszy rząd Merkel mówiono albo „Schwarz-Rot” albo „wielka koalicja”. W tegorocznej kampanii piarowcy Merkel i szefa FDP Westerwellego musieli długo kombinować, jak nazwać ich przyszłą koalicję. "Szwarz-Gelb" nie wszędzie w Niemczech dobrze się kojarzy. Część Niemców pamięta fatalną końcówkę rządu Helmuta Kohla, który też stał na czele koalicji CDU i FDP. Czarno-żółty starała się też zohydzić Niemcom SPD i Die Linke. Zamiast z tym walczyć, przyszli koalicjanci postanowili uciec do przodu. Tak narodziła się koalicja Tigernete czyli Tygrysiej Kaczki.
Tygrysią Kaczkę wymyślił Janosch, pochodzący z Zabrza słynny niemiecki bajkopisarz. To nierozłączny gadżet, który pojawia się obok Tygryska i Misia. Kto czytał „Ach jak piękna jest Panama, to wie o co chodzi”. Tym którzy nie czytali wyjaśnię, że drewniana Tygrysia Kaczka ma kółka i ciągnie się ją na sznurku. Jej nazwa pochodzi zaś od żółto-czarnych pasków, w jakie jest pomalowana. W Niemczech stworzenie osiągnęło status symbolu, a z badań wynika, że wywołuje u młodych i starszych wyłącznie pozytywne reakcje. Czy podobnie będzie z „Tigerente-Koalition”? To się okaże. Jednak tych w Berlinie, którzy patrząc jak często prasa sięga po ich termin gratulują sobie świetnego piarowskiego posunięcia, chciałbym przestrzec przed gniewem Janoscha. Pisarz lata temu zaszył się na Teneryfie i pewnie nie czytuje nawet „Bilda”. Ale prędzej czy później dowie się co pani kanclerz robi z jego kaczką. A wtedy może być nieprzyjemnie. Wiem, bo cztery lata temu przez kilka dni podróżowałem razem z Janoschem po Śląsku. O politykach wszelkiej maści wyrażał się nadzwyczaj niepochlebnie. Dodawał do tego przekleństwa – po niemiecku, polsku i rosyjsku. Nie zdziwiłbym się gdyby ściągnął do siebie telewizje i powiedział nowemu rządowi coś naprawdę przykrego. Telewizje na pewno do niego przyjadą, Janosch to dla Niemców coś więcej niż Westerwelle i Merkel. Może więc lepiej by było, gdyby Niemcy wrócili do starego Schwarz-Gelb?
poniedziałek, 28 września 2009
Niewielu polityków miało w życiu tyle szczęścia co Angela Merkel, stara-nowa kanclerz Niemiec. 9 listopada 1989 r. Wali się mur berliński. Trzydziestopięcioletnia doktor fizyki, pracownik akademii nauk NRD decyduje, że będzie politykiem. Wstępuje do Demokratycznego Przełomu, partii która po zjdenoczeniu Niemiec została wchłonięta przez CDU. W ostatnim rządzie NRD zostaje zastępcą rzecznika prasowego. Po zjednoczeniu Helmut Kohl tworzy ogólnoniemiecki rząd. W gabinecie brakuje mu kobiety z wschodnioniemieckim rodowodem. Ktoś podsuwa mu Angie. Merkel zostaje małoznaczącym ministrem ds. młodzieży. Ale się sprawdza Cztery lata później zostaje ministrem ds. środowiska, wchodzi do ścisłego kierownictwa CDU. Jesień 1998 r. Kohl przegrywa wybory i traci posadę. Zaraz po tym wychodzi na jaw, że kampania wyborcza CDU byłą finansowana z czarnych kont, na które pieniądze wpłacał m.in. znanny lobbysta związany z przemysłem zbrojeniowym. Kanclerz Zjednoczenia jest skończony, chadecja leci w dno razem z nim, a jej przywódcy nie wiedzą co robić. Merkel stawia wszystko na jedną kartę. Na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” publikuje tekst wzywający chadeków do odcięcia się od Kohla i do nowego początku. W partii potworne oburzenie, wielu chadeków głównie tych z zachodu, mówi, że Merkel podniosła rękę na swojego ojca i żąda dla niej kary. Ale partia przyjmuje jej receptę na przejście kryzysu. W 2000 r. Merkel zostaje szefową CDU. Jesień 2002 r. Merkel jest szefową partii, ale w kolejnych wyborach przeciwko espedowskiemu kanclerzowi Schröderowi startuje Edmund Stoiber, premier Bawarii i szef bratniej CSU. Merkel jako kandydatka na kanclerza jest dla chadeckiej konserwy niestawialna. Stoiber ma zwycięstwo w kieszeni, bo SPD w sondażach tonie. Niemcy nawiedza jednak powódź stulecia, Schröder rusza na zalane tereny i pokazuje się Niemcom jako dobry gospodarz. Przewaga CDU maleje. Wprawdzie chadecja wygrywa wybory, ale ma za mało głosów, by odebrać SPD i Zielonym władzę. Stoiber odchodzi w cień. Lipiec 2005 r. Schröder doprowadza do przyspieszonych wyborów do Bundestagu. Chadecy chętnie wystawiliby przeciwko niemu kogoś innego, ale nie ma czasu na wewnątrzpartyjne targi i kontrkandydatem zostaje Merkel. We wrześniu wybory wygrywa, ale znowu ma za mało głosów, by zawrzeć koalicje z liberałami z FDP. Tworzy więc wielką koalicją z socjaldemokratami. To trudny sojusz, ale Merkel udaje się od początku go zdominować. Ma bardzo dobrych piarowców, którzy tworzą od zera wizerunek zaangażowanej ale skromnej matki narodu. Na szczęście po stronie SPD nie ma polityków, którzy mogliby ją przyćmić swoją charyzmą. Odnosi sukcesy w polityce zagranicznej. No i ma farta. Pierwsze trzy lata rządów przypadają na czas prosperity, spada bezrobocie, budżet jest coraz bliższy stabilizacji, a Niemcy są głównym eksporterem na świecie. Gdy w 2009 r. w świat uderza kryzys Merkel nie za bardzo wie co robić, ale mimo to nie traci zaufania Niemców. 27 września 2009. Kolejne wybory. Chadecja jak zwykle traci głosy na finiszu kampanii wyborczej. Wygrywa, ale osiąga kolejne historyczne dno. Ratuje ją FDP, która zgarnia rekordowe 14,6 proc. głosów. Gdyby nie kapitalny wynik liberałów Merkel przez kolejne 4 lata tkwiłaby w wielkiej koalicji. Teraz – jak przyznaje - może jako kanclerz rozwinąć skrzydła na całego. Nad Niemcami zbierają się jednak ciemne chmury – według ekonomistów w najbliższych miesiącach mocno wzrośnie bezrobocie, a wiele firm splajtuje. Merkel będzie miała teraz pod górkę, a jej dotychczasowe problemy mogą okazać się błahe w porównaniu z tym co ją czeka. Bez wątpienia Merkel jest niezywkle utalentowanym politykiem. Ale by utrzymać swoją popularność, poparcie oraz kontrolę nad własną partią Merkel będzie dalej potrzebować szczęścia.
sobota, 12 września 2009
Spór, o to czy zapraszać Donalda Tuska do Berlina na 20. rocznicę upadku muru był najkrótszym i najdelikatniejszym zgrzytem na linii Warszawa-Berlin w ostatnich latach. Nasi dyplomaci bez większych wysiłków przekonali Niemców, że bez Polski tak ważnej rocznicy obchodzić nie sposób. Zadziałali tak szybko, że politycy po obydwu stronach Odry (z wyjątkiem Pawła Grasia, który wyjątkowo kuriozalnie tłumaczył kulisy sprawy) nie mieli okazji dolać oliwy do ognia. Jednak niesmak pozostaje. Ta dyskusja nie powinna mieć po prostu miejsca. To nie jest kwestia polskiej nadwrażliwości, jak widział to jeden z wysokiej rangą niemieckich dyplomatów. W europejskiej rodzinie wielkie rocznice obchodzi się wspólnie. To kwestia dobrych obyczajów. W Berlinie najwyraźniej zabrakło w tej sprawie wyczucia. Stosunki polsko-niemieckie osiągnęły taki poziom zażyłości, że mniejsze czy większe nieporozumienia nie powinny już wywoływać emocji. Ale też w epoce Merkel, doskonale rozumiejącej przecież Wschodnią Europę, nie miał prawa się zdarzyć tego typu popis ignorancji w stosunku do sąsiadów. Nawet jeśli w Niemczech trwa akurat kampania wyborcza. Chciałbym, by politycy w Berlinie wzięli to sobie do serca.
poniedziałek, 07 września 2009
Swego czasu polskie listy przebojów podbijał kawałek "W aucie", który przy okazji wskrzeszał słynnego Franka Kimono. Jakiś czas temu śląska grupa o naziwe Lebry (pol. lenie) przeniosła utwór na swój rodzinny grunt. Wyszło przezabawnie. Zwykle nie słucham takiej muzyki, ale tekstu słuchałem z łezką w oku. Niektóre hasła ostatni raz słyszałem za bajtla (pol. w dzieciństwie).
Dla Czytelników stroniących od ostrych tekstów łagodna mieszkanka śląsko-latynoska.
Nagi Hitler zabawiający w łóżku piękną dziewczyną w wypuszczonym w sobotę filmiku przestrzegającym przed AIDS (aż dziw bierze, że Niemcy jeszcze nie zatrzęśli się z oburzenia) to wprawdzie intrygująca, ale jednak nie pierwsza próba wciągnięcia twórcy III Rzeszy do świata reklamy. Pogrzebałem w Google i znalazłem takie kwiatki:
A skoro jesteśmy przy bezpiecznym seksie... Pewna chińska firma twierdzi, że gdyby ludzie się zabezpieczali, na świat nie przyszliby następujący osobnicy:
Ostatnia sztuka wygląda mi na cesarza Hirohito, ale głowy nie dam Swego czasu w Niemczech wybuchła awantura wokół skromnej reklamy bońskiego domu mody Hut & Weber. Reklama wprawdzie pokazuje ile zależy od właściwego doboru kapelusza (bez nakrycia głowy Hitler, z nakryciem C. Chaplin), ale Niemcy uznali ją za skandaliczną.
Hitlera wykorzystywały tez firmy kosmetyczne (Tylko czy prawdziwy Hitler pozbyłby się swojego wąsa) ...
i portale genealogiczne (sprawdź czy twoim przodkiem nie jest pan H.)
Jestem przekonany, że umknęło mi jeszcze wiele przykładów. Przecież Hitler do reklamy nadaje się idelanie - jest rozpoznawalny (każdy uczył się o nim w szkole), nie trzeba pytac go zgodę ani płacić za wykorzystywanie wizerunku (nie żyje i nie pozostawił spadkobierców) no i jest wielkim tematem tabu. Każdorazowe użycie jego twarzy, albo chociazby wąsów, odbija się w mediach szeroki echem. A o to chodzi, bo reklama idzie w świat. I tak najwięksi zbrodniarze w historii stają się ikonami współczesnej kultury.
niedziela, 06 września 2009
Ciągle mnie przekonują, że przecież żyjemy w zupełnie innej Europie. Tak, panie i panowie, żyjemy w zupełnie innej Europie, ale to nie oznacza, że nie ma możliwości jakiejkolwiek powtórki – mówił prezydent Lech Kaczyński w „Sygnałach Dnia”, przestrzegając przed nową odsłoną Paktu Ribbentrop - Mołotow. Dodał, że wątpi, by w Europie mogła wybuchnąć kolejna wojna, chociaż nic nie jest wykluczone. - Ale to nie oznacza, że niektóre państwa nie mogą być całkowicie zdominowane przez obce wpływy – wyjaśniał. Prezydent nie powiedział wprost, kogo się obawia. Ale z jego słów jasno wynika, że chodzi o Rosję i Niemcy. Obawy prezydenta trudno jednak potwierdzić. Rosja i Niemcy planują wprawdzie budowę gazociągu bałtyckiego, który ominie Polskę, a w rękach Moskwy może stać się narzędziem gazowego szantażu. Decyzję o budowie Niemcy podjęli nie pytając się nikogo w Europie o zdanie. Dalej forsują projekt mimo, że poważne zastrzeżenia kolejne zgłaszały polskie rządy. Podwodna rura, to jednak za mało, by mówić o nowym spisku Berlina i Moskwy godzącym w ich sąsiadów. Prezydentowi trzeba za to przypomnieć, że gdy w 2007 r. wybuchła polsko-rosyjska wojna o mięso, Niemcy stanęły po naszej stronie, a zmuszenie Rosjan do zniesienia embarga było jednym z priorytetów niemieckiej prezydencji w UE. Rok temu szef niemieckiej dyplomacji naciskał na Kreml, by otworzył cieśninę Pilawską i wpuścił statki na polski Zalew Wiślany. Podczas zeszłorocznej wojny w Gruzji czy zimowego kryzysu gazowego, który pozbawił ogrzewania mieszkańców Bałkanów to akurat nie Niemcy były krajem, który patrzał na rosyjskie postępowanie przez palce. Fakt, za rządów Gerharda Schrödera, o Władimirze Putinie mówiono w Niemczech, że jest „kryształowym demokratą”. Ale dziś Berlin nie jest już tak naiwny. Europa – jak zauważa prezydent – też nie jest taka sama. Unia Europejska powstała po to, by uchronić kontynent właśnie od powtórki z 1939 r. Gwarancja pokoju i stabilności będzie tym pewniejsza, im silniejsza będzie wspólnota. Im mocniejsza będzie unijna solidarność, im donośniej głos UE brzmiał będzie na świecie. To są dość proste prawdy. Jeśli prezydent faktycznie tak obawia się sąsiadów, powinien być głównym orędownikiem wzmacniania integracji. Powinien od początku kadencji budować w UE silną pozycję Polski . Tymczasem od roku nie podpisał traktatu lizbońskiego, o wzmacnianiu UE zwykle wyraża się niechętnie, nie protestował, gdy rząd PiS o mały włos nie doprowadził do izolacji Polski. Chciałbym, by prezydent zamiast przestrzegać przed historycznymi wrogami, zaczął wyciągać z historii wnioski.
czwartek, 18 czerwca 2009
W Berlinie pod Reichstagiem postawiono fragment ceglanego muru ze Stoczni Gdańskiej, na którym zawieszono tablicę z podziękowaniami dla „Solidarnośći” i Polski za obalenie komunizmu i zjednoczenie Europy. Dla Polaków sprawa jest jasna – Niemcy wystawili "Solidarności" piękny pomnik. Ale Niemcy sami nie wiedzą jak to to nazwać. Według ich wyobrażeń nie można mówić o murze per „Denkmal” (pomnik) – bo w niemieckim pomniki to wolnostojące dzieła sztuki. Mur ze stoczni stoi przecież tuż przy murze Reichstagu i ciężko mówić o nim jak o artystycznym dziele. Co więcej, pomniki w Niemczech mają kolejną wyróżniającą cechę – na ich budowę wymagane jest zezwolenie budowlane. Gdyby Bundestag chciał budować Solidarności prawdziwy, niemiecki pomnik, to musiałby o nie wystąpić i toczyć potem boje z władzami Berlina. Trwało by to kilka lat – „Solidarności” na pewno by nie uhonorowano na 20. rocznicę upadku komunizmu. No i Niemcy bardzo bali się, ze jak wystawią Polakom pomnik, to z pretensjami przyjdą Czesi, Węgrzy, Rumunii, Litwini itd. którzy też mają swój wkład w obalenie komunizmu. By obejść przepisy i nie prowokować innych krajów do nowych żądań Niemcy mówią, że „Solidarność” uhonorowali „Gedenktafel” – tablicą pamiątkową, co w polskim tłumaczeniu brzmi niezwykle żałośnie. Wczoraj w Bundestagu sami Niemcy przyznawali w konsternacji, że ta nazwa jest beznadziejna, bo nie odpowiada rzeczywistości. W końcu stawiają pod Reichstagiem kawał muru o wymiarach trzy na trzy i mają teraz o tym mówić per „tablica”? Ale jak to więc nazwać? „Gedenkstätte” ? (miejsce pamięci) – zupełnie nie pasuje. „Gedenkstein”, „Gedenkzeichen” ? – dajcie spokój. Może „Gedenkmauer” - może by to miało sens, ale mur w Berlinie ma specyficzne konotacje. Niemcy są w kropce. Wystawili „Solidarności” kawał muru z dziękczynną tablicą i nie wiedzą jak to w swoim języku nazwać. Podpowiem więc – Solidarność-Denkmal.
środa, 17 czerwca 2009
Nadaję z Berlina :) Przyleciałem tu za polskimi posłami, którzy odsłonią pod Reichstagiem pomnik Solidarności. Godzinę temu polscy posłowie spotkali się z niemieckimi kolegami w sali konwentu seniorów Bundestagu. Dziennikarzy wpuszczono na posiedzenie tradycyjnie na kilka pierwszych chwil. Akurat stałem przy samych drzwiach, gdy wchodzili polscy posłowie. Niemcy do nich kulturalnie: „Guten Morgen, Guten Morgen” – było wszak jeszcze rano. Polacy sympatycznie kiwali głową. Tylko wicemarszałek Stefan Niesiołowski zanurzył się w rozważaniach: – Ty jak to szło guten morgen – butem w mordę? – pytał kolegi ( chyba wicemarszałka Szmajdzińskiego). Nie wiem jaką odpowiedź Niesiołowski usłyszał, ale straszenie mu jestem wdzięczny. Przypomniał mi bowiem popularny wierszyk z dzieciństwa. To były czasy! Każdy na podwórku chciał być wtedy Hansem Klosem, albo co najmniej jednym z czterech pancernych. Potem jednym to przeszło, a innym zostało. Tak czy owak bardzo dziękuje, panie marszałku. |
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytam te blogi
w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||