Tytuł blogu jest trochę nieadekwatny, bo jego autor aktualnie próbuje przeżyć w Warszawie. Do Berlina stara się regularnie zaglądać
wtorek, 10 października 2006
 

Za czasów Schrödera byłoby to nie do pomyślenia. Kanclerz Niemiec w obecności rosyjskiego prezydenta mówi o kompromitujących dla Putina wydarzeniach, a między słowami słychać wątpliwość, czy Rosja to kraj demokratyczny i zatroskanie o stan społeczeństwa obywatelskiego w tym kraju. Za Schrödera owszem nie do pomyślenia, bo dawny kanclerz mówił o swoim przyjacielu Putinie, że to kryształowy demokrata, choć ten gnębił przeciwników, a jego ludzie uciszali kolejne niezależne media. Ale to przeszłość.

W sprawie zabójstwa Politkowskiej Angela Merkel wygarnęła Putinowi jasno, a na dodatek w obecności kamer , że to przegięcie (opisuję to tu). W rozmowach w cztery oczy było zapewne jeszcze ostrzej. Putina musiał nerwowym głosem tłumaczyć światu to co świat i tak wie, że zabójstwo dziennikarki „było odrażającą zbrodnią”. Podobnie publicznie bezceremonialnie podczas pierwszej wizyty w Moskwie Merkel wypomniała Putinowi, dławienie mediów i organizacji pozarządowych. Tekst o tamtym spotkaniu można przeczytać tu. A tu jest komentarz.

Po dzisiejszym spotkaniu widać, że zmiana tonu w stosunkach rosyjsko-niemieckich jest faktem. Nie będzie już przyjacielskich uścisków, poklepywania się po plechach balang i wizyt na daczach, tak znanych z czasów Schrödera. Merkel choć nie ma zamiaru rozluźniać łączących Niemcy i Rosję więzi gospodarczych, ale dyktatorskie zapędy Putina będzie krytykować. To dobra wiadomość dla Polski, bo jednocześnie kończy się fatalny zwyczaj w niemieckiej polityce, który polegał na dogadywaniu się z Rosją ponad głowami Polaków i Bałtów. Widać to po ostatnim szczycie francusko-niemiecko-rosyjskim, kiedy to Merkel wysłała do Warszawy swojego najbliższego doradcę, by uspokoił Polskę i skonsultował z nią niemieckie stanowisko przed rozmowami z Putinem. Myślę że nie ma mowy, by Merkel zaczęła uzależniać Europę od Rosji. Putin według „Kommiersanta” miał zaprezentować niemieckiej kanclerz pomysł na gazową oś Berlin- Moskwa, która działałaby na zasadzie, ze Niemcy dostają od Rosji gaz, a za to pilnują w UE by jej członkowie siedzieli cicho i wtrącali się w rosyjskie interesy. Nie wyobrażam się, że pani kanclerz poszła na taki układ, dziś zresztą nic na to nie wskazywało. Gaz, gazem, strategiczne partnerstwo partnerstwem ale wszystko ma swoje granice. Wczoraj Putin usłyszał o tym po raz kolejny.

Z drugiej jednak strony szczególnie Polacy powinni pamiętać o tym, że niemiecko-rosyjskie stosunki mają kilkuset letnią historię, a cała Europa jest z Rosją nierozerwalnie związana. Histeryczne głosy z Warszawy, domaganie się od Merkel by ta definitywnie zerwała z Rosją w uszach berlińskich dyplomatów brzmią niepoważnie. Lepiej by Polska spróbowała zachęcić Niemcy do mediacji między Warszawą a Moskwą - wątpię żeby w takim wypadku Rosjanie Niemcom odmówili. Warszawa powinna ciągle uwrażliwiać Niemców na sepcyfikę krajów byłego ZSRR i wspólnie z Berlinem tworzyć europejską politykę wschodnią. Najbliższe miesiące pokażą, czy takie wyzwanie Warszawy nie przerasta.

21:07, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 października 2006

Gdyby śródmieścia Katowic (zwanego 100 lat temu notabene małym Wiedniem) nie zdewastowali w styczniu 1945r. najpierw krasnoarmijcy, a potem za zgodą KW PZPR miejscowi architekci-nowatorzy, którzy kochali beton i dynamit, to po mieście można by chodzić z dumą napawając się pięknem eklektycznych i secesyjnych kamienic. Katowice (w których się wychowałem) bardziej przypominałyby Charlottenburg (gdzie obecnie mieszkam). Bo podobieństw jest sporo, (mówię oczywiście o śródmieściu Katowic a nie o blokowiskach  na obrzeżu miasta), ba niektóre kamienice wyglądają jakby zaprojektowano je według tego samego projektu, tak samo identyczne są płaskorzeźby na fasadach.

Podobieństwo to efekt tego, że Katowice i Charlottenburg rozwijały się na przełomie XIX i XX wieku w tym samym państwie. Oczywiście dzielica Berlina o prężniej i szerzej niż przemysłowe miasto nad Rawą, choć trzeba pamiętać, że przez dlugie czasy Katowice uważano za najbardziej amerykańskie ( czyli najbardziej dynamiczne) z niemieckich a potem z polskich miast. Dziś trudno w to uwierzyć, gdy sie widzi brudny i zdewastowany katowicki dworzec PKP. Jeż też inny punkt wspólny. To Max Grünfeld - urodzony w Katowicach baumeister, który został berlińskim architektem rządowym i zarówno na Śląsku jak i właśnie w Charlottenburgu oraz sąsiednim Wilmersdorfie miał mnóstwo realizacji. Max Grünfeld był synem innego słynnego katowickiego architekta i baumeistra Ignatza Grünfelda, człowieka który zaprojektował i wybudował na Śląsku kilkaset kamienic i różnych gmachów. Gdy pracowałem jeszcze w katowickim oddziale "Gazety" wygrzebałem w archiwach troche informacji o Grünfeldach. Tekst ciągle wisi na portalu -> tu można go przeczytać.

Nie doszperałem się daty urodzin Maxa Grünfelda, wiem, że  zmarł w 1932r. w Katowicach, gdzie wrócił na emeryturę. Jego największe dzieła to gmach loży masońskiej w Berlinie (istnieje do dziś) i katowicka nowa synagoga (spalili ją hitlerowcy po zajęciu miasta we wrześniu 1939). Dla dzisiejszych elit politycznych facet byłby nie do strawienia: nie dość że niemiecki Żyd to jeszcze wolnomularz. Ale w przedpierwszowojennych Katowiach panowała pełna tolerancja. To na Śląsku było wówczas normalne, nawet to, że katolicki probosz , jego ewangelicki odpowiednik oraz rabin co tydzień rżnęli w skata w hotelu Wiener. Grünfeldowie byli zaś bardzo szanowaną rodziną. Niestety pamięć o nich przetrwała tylko w Berlinie. Szkoda.

11:14, bartek.wielinski , Górny Śląsk
Link Komentarze (9) »
niedziela, 08 października 2006

Thomas Klippstein - niemiecki hotelarz roku 2005, zaufany koncernu hotelowego Kempinsky - Gruppe i szef jego okrętu flagowego - berlińskiego hotelu Adlon, a także sumienny agent Stasi o kryptonimie Benjamin, zrezygnował ze stanowiska.  - Proszę o inne spojrzenie, na błąd jaki popelniłem jako młody człowiek- oświadczył.

Przeszłość Klippsteina odczytali z teczek Stasi pracownicy Urzędu Pełnomocnika ds. Akt Stasi, o czym szczegółowo poinformowała telewizja NDR i dziennik "Die Welt". W skrócie od 1988 do 1989 Klippstein pracownik hotelu "Neptun" w Warnemunde a potem "Dresdener Hof" w Dreźnie donosił Stasi na hotelowych gości ( w dużej mierze pochodzili z RFN) i kolegów z obsługi. Bardzo sie starał, pisał czasem 2 donosy dziennie. Gdy NRD trafił szlag Klippstein został pracownikiem koncernu Kempinsky i szybko awansował na jedno z najwyższych funkcji menadżerskich. Jako szef Adlonu przyjmował głowy państwa bawaiące z wizytą w Berlinie, m.in. przezydentów USA, a także gwiazdy filmu, znanych sportowców itd. O sprawie szerzej napisałem tu.

Choć ostatnio rząd postanowił, że nie będzie już rutynowo prześwietlał swoich pracowników pod kątem współpracy ze wschodnioniemiecką bezpieką, to Sprawa Klippsteina jest kolejnym przykładem na to, że teczki Stasi jeszcze nie jeden raz wzburzą Niemców. Pytanie czy Klippstein musiał rezygnować z pracy, skoro jego szefowie po publikacji zawartości jego teczki stanęli za jego plecami. Wystarczy przeczytać fragment donosu na znajomych, w którym radzi oficerom prowadzącym, jak ich odwieść od wyjazdu na Zachód. - Żona jest podatna na pozytywny wpływ - raportował Klippstein.

18:04, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 października 2006

3 października Niemcy hucznie obchodzili 15 już Tag der Einheit. Tego dnia cały naród nie poszedł do roboty, a pani kanclerz wygłosiła w Kiloni specjalną mowę. Jednak mimo świątecznych natrojów bilans zjednoczenia nie jest jednoznaczny. Rozmawiałem o tym z Wolfgangiem Templinem, dawnym enerdowskim dysydentem, który obecnie jest niezależnym publicystą. Wywiad, który ukazał się w "Gazecie" dzień po święcie można przeczytać tu

Mówiąc w skrócie: Templin, choć walczył o ponowne zjednoczenie Niemiec ocenia je krytycznie. Uważa, że zachodnie Niemcy inkorporowały NRD. Nie stworzono nowych Niemiec, tylko kontynuowano ich zachodnią wersję, a ta zdaniem Templina w wielu punktach jest anachroniczna, co widać po dzisiejszych wysiłkach rządu Angeli Merkel, mających na celu reformowanie kraju. Co gorsza koledzy Templina z opozycji, dziś są na dnie. Żyją z zasiłków z socjalnych. Honecker i smutni panowie ze Stasi nie dali im skończyć studiów, wywalali ich z pracy. Na dzisiejszym rynku pracy się nie liczą, a Niemcy nie przyznają rent za działalność w opozycji.

To mocne słowa, patrząc po wpisach na forum, Wessi czytając Templina pukają się w czoło. Ale trudno całkowicie odmówić Templinowi racji. Byłe NRD umiera nie tylko z winy jego mieszkańców, nie wystarczy też wpompować w region milardy euro i wybudować autostrady, by spowodować  jego rozkwit.

Sam Templin to bardzo ciekawy człowiek. Urodził się w 1948r. Studiował bibliotekoznastwo, działał w nielegalnym ruchu trockistowskim, potem walczył o prawa człowieka w NRD. Podczas pobytu na wymianie studenckiej na Uniwersytecie Warszawskim nawiązał kontakty z polską opozycją. Tam też nauczył się całkiem dobrze mówić po polsku.

Stasi w latach 70. udało się go zwerbować, ale Templin by wyrwać się z jej sideł opowiadał o tym, że jest tajnym agentem kolegom, łamiąc tym samym złożone Stasi przyrzeczenie. Dzięki temu ocalił twarz, ale Stasi mu nie odpuściła, a gdy w połowie lat 80. rzucił legitymacją SED ( enerdowskiego odpowiednika PZPR) został wyrzucony z uniwersytetu i musiał pracować  jako drwal. Z opozycji nie zrezygniwał, za co w 1988r. został deportowany do RFN. Po upadku muru wrócił na wschód, współtworzył Bundnis 90. Polityka i brutalne czyszczenie enerdowskich działaczy przez "kolegów" z zachodu zniechęciło go do polityki. Dziś chętniej niż Niemcami Templin zajmuje się Ukrainą i zachodzącymi tam zmianami.

23:27, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 października 2006

Zabierałem sie do pisania tego bloga (blogu?) od prawie roku. Właściwie od momentu kiedy na stałe osiadłem w Berlinie i zacząłem pełną parą pracować jako korespondent. W połowie listopada 2006, po kilku nieudanych próbach wynająłem wreszcie mieszkanie, a po dwóch tygodniach telekom podłączył mi wreszcie internet. Wtedy na własnym tyłku odczułem, że są rzeczy w Polsce, które można łatwiej załatwić niż w Niemczech. Okazało się, że internet i wynajmowanie mieszkania to nie wszytsko. Ale o tym później.

Do pisania bloga przełamałem się w zeszłym tygodniu. Głównie będę tu komentował to co się dzieje między Polską a Niemcami, zarówno na poziomie rządów oraz\ MSZ jak i na poziomie nadgranicznych samorządów. Chce też pisać o specyfice Niemiec, rozbrajając w miarę możliwości polskie i niemieckie stereotypy. Może mi się to uda.  Dużo miejsca poświęcę też państwu, które przez ponad 40 lat figurowało na mapie Europy jako Niemiecka Republika Demokratyczna. Państwa nie ma, ale ślady po nim ciągle widać. No i oczywiście na blogu będzie też Berlin - wielkie niemieckie miasto, którego dzielnice do dziś noszą słowiańskie nazwy. Troche to się kłóci z wyobrażeniem Niemiec, no nie?

Od czasu do czasu chcę też wrócić do moich rodzinnych stron - do Katowic na Górny Śląsk. 80 lat temu tam właśnie znajdowało polsko-niemieckie pogranicze. Dziś próżno go szukać na mapach , ale o dziwo ciągle żyje jednak w świadomosci żyjących tam ludzi.

Witam więc na moim blogu. Miłej lektury.

21:54, bartek.wielinski
Link Komentarze (3) »
1 ... 21 , 22 , 23 , 24
 
wyborcza.pl
Bartosz Wielinski

w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku.

top | Agora SA | design by kate_mac | zmiany: autor