Tytuł blogu jest trochę nieadekwatny, bo jego autor aktualnie próbuje przeżyć w Warszawie. Do Berlina stara się regularnie zaglądać

Niemcy - Polityka

wtorek, 29 września 2009

W Niemczech utarło się przedstawiać politykę za pomocą kolorów. CDU to czarni, SPD, a także postkomuniści z Die Linke posługują się czerwienią. Liberałom z FDP przypisano kolor żółty, Zielonym oczywiście zielony.

Kolory przechodzą na partyjne koalicje: Niemcami rządził „Schwarz-Gelb” (czarni i żółci), „Rot-Grün” (czerwono-zieloni), rok temu w Hamburgu związał się nawet „Schwarz-Grün”, a w Berlinie od lat rządzi „Rot-Rot”. Cztery lata temu, gdy po wyborach zapanował absolutny pat  Niemcy postanowili rozszerzyć słownik pojęć. Pojawiła się Jamaika (koalicja czarno-żółto-zielona, takie same barwy ma flaga karaibskiej wyspy) i „koalicja świateł drogowych” (czerwono-żółto-zielona). Szczególnie ta pierwsza wersja ostro kręciła dziennikarzy: sojusz FDP i Zielonych wydaje się ciągle nie do pomyślenia, ale  pomysł jest tak egzotyczny, że o Jamaice można bez końca pisać.

Cztery lata temu rząd utworzyli jednak czarni i czerwoni. Kilku dziennikarzy chciało ochrzcić ten sojusz mianem koalicji albańskiej (od koloru flagi), ale termin się nie przyjął. Na pierwszy rząd Merkel mówiono albo „Schwarz-Rot” albo „wielka koalicja”.

W tegorocznej kampanii piarowcy Merkel i szefa FDP Westerwellego musieli długo kombinować, jak nazwać ich przyszłą koalicję. "Szwarz-Gelb" nie wszędzie w Niemczech dobrze się kojarzy. Część Niemców pamięta fatalną końcówkę rządu Helmuta Kohla, który też stał na czele koalicji CDU i FDP. Czarno-żółty starała się też zohydzić Niemcom SPD i Die Linke. Zamiast z tym walczyć, przyszli koalicjanci postanowili uciec do przodu. Tak narodziła się koalicja Tigernete czyli Tygrysiej Kaczki.


Tygrysią Kaczkę wymyślił Janosch, pochodzący z Zabrza słynny niemiecki bajkopisarz. To nierozłączny gadżet, który pojawia się obok Tygryska i Misia. Kto czytał „Ach jak piękna jest Panama, to wie o co chodzi”.  Tym którzy nie czytali wyjaśnię, że drewniana Tygrysia Kaczka ma kółka i ciągnie się ją na sznurku. Jej nazwa pochodzi zaś od żółto-czarnych pasków, w  jakie jest pomalowana. W Niemczech stworzenie osiągnęło status symbolu, a z badań wynika, że wywołuje u młodych i starszych wyłącznie pozytywne reakcje. Czy podobnie będzie z „Tigerente-Koalition”? To się okaże.

Jednak tych w Berlinie, którzy patrząc jak często prasa sięga po ich termin gratulują sobie świetnego piarowskiego posunięcia, chciałbym przestrzec przed gniewem Janoscha. Pisarz lata temu zaszył się na Teneryfie i pewnie nie czytuje nawet „Bilda”. Ale prędzej czy później dowie się co pani kanclerz robi z jego kaczką. A wtedy może być nieprzyjemnie. Wiem, bo cztery lata temu przez kilka dni podróżowałem razem z Janoschem po Śląsku. O politykach wszelkiej maści wyrażał się nadzwyczaj niepochlebnie. Dodawał do tego przekleństwa – po niemiecku, polsku i rosyjsku.  Nie zdziwiłbym się gdyby ściągnął do siebie telewizje i powiedział nowemu rządowi coś naprawdę przykrego. Telewizje na pewno do niego przyjadą, Janosch to dla Niemców coś więcej niż Westerwelle i Merkel.

Może więc lepiej by było, gdyby Niemcy wrócili do starego Schwarz-Gelb?

13:21, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 września 2009

Niewielu polityków miało w życiu tyle szczęścia co Angela Merkel, stara-nowa kanclerz Niemiec.

9 listopada 1989 r. Wali się mur berliński. Trzydziestopięcioletnia doktor fizyki, pracownik akademii nauk NRD decyduje, że będzie politykiem. Wstępuje do Demokratycznego Przełomu, partii która po zjdenoczeniu Niemiec została wchłonięta przez CDU. W ostatnim rządzie NRD zostaje zastępcą rzecznika prasowego. Po zjednoczeniu Helmut Kohl tworzy ogólnoniemiecki rząd. W gabinecie brakuje mu kobiety z wschodnioniemieckim rodowodem. Ktoś podsuwa mu Angie. Merkel zostaje małoznaczącym ministrem ds. młodzieży. Ale się sprawdza Cztery lata później zostaje ministrem ds. środowiska, wchodzi do ścisłego kierownictwa CDU.

Jesień 1998 r. Kohl przegrywa wybory i traci posadę. Zaraz po tym wychodzi na jaw, że kampania wyborcza CDU byłą finansowana z czarnych kont, na które pieniądze wpłacał m.in. znanny lobbysta związany z przemysłem zbrojeniowym. Kanclerz Zjednoczenia jest skończony, chadecja leci w dno razem z nim, a jej przywódcy nie wiedzą co robić. Merkel stawia wszystko na jedną kartę. Na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” publikuje tekst wzywający chadeków do odcięcia się od Kohla i do nowego początku. W partii potworne oburzenie, wielu chadeków głównie tych z zachodu, mówi, że Merkel podniosła rękę na swojego ojca i żąda dla niej kary. Ale partia przyjmuje jej receptę na przejście kryzysu. W 2000 r. Merkel zostaje szefową CDU.

Jesień 2002 r. Merkel jest szefową partii, ale w kolejnych wyborach przeciwko espedowskiemu kanclerzowi Schröderowi startuje Edmund Stoiber, premier Bawarii i szef bratniej CSU. Merkel jako kandydatka na kanclerza jest dla chadeckiej konserwy niestawialna. Stoiber ma zwycięstwo w kieszeni, bo SPD w sondażach tonie. Niemcy nawiedza jednak powódź stulecia, Schröder rusza na zalane tereny i pokazuje się Niemcom jako dobry gospodarz. Przewaga CDU maleje. Wprawdzie chadecja wygrywa wybory, ale ma za mało głosów, by odebrać SPD i Zielonym władzę. Stoiber odchodzi w cień.

Lipiec 2005 r. Schröder doprowadza do przyspieszonych wyborów do Bundestagu. Chadecy chętnie wystawiliby przeciwko niemu kogoś innego, ale nie ma czasu na wewnątrzpartyjne targi i kontrkandydatem zostaje Merkel. We wrześniu wybory wygrywa, ale znowu ma za mało głosów, by zawrzeć koalicje z liberałami z FDP. Tworzy więc wielką koalicją z socjaldemokratami. To trudny sojusz, ale Merkel udaje się od początku go zdominować.  Ma bardzo dobrych piarowców, którzy tworzą od zera wizerunek zaangażowanej ale skromnej matki narodu. Na szczęście po stronie SPD nie ma polityków, którzy mogliby ją przyćmić swoją charyzmą.

Odnosi sukcesy w polityce zagranicznej. No i ma farta. Pierwsze trzy lata rządów przypadają na czas prosperity, spada bezrobocie, budżet jest coraz bliższy stabilizacji, a Niemcy są głównym eksporterem na świecie. Gdy w 2009 r. w świat uderza kryzys Merkel nie za bardzo wie co robić, ale mimo to nie traci zaufania Niemców.

27 września 2009. Kolejne wybory. Chadecja jak zwykle traci głosy na finiszu kampanii wyborczej. Wygrywa, ale osiąga kolejne historyczne dno. Ratuje ją FDP, która zgarnia rekordowe 14,6 proc. głosów. Gdyby nie kapitalny wynik liberałów Merkel przez kolejne 4 lata tkwiłaby w wielkiej koalicji. Teraz – jak przyznaje - może jako kanclerz rozwinąć skrzydła na całego.

Nad Niemcami zbierają się jednak  ciemne chmury – według ekonomistów w  najbliższych miesiącach  mocno wzrośnie bezrobocie, a wiele firm splajtuje. Merkel będzie miała teraz pod górkę, a jej dotychczasowe problemy mogą okazać się błahe w porównaniu z tym co ją czeka. Bez wątpienia Merkel jest niezywkle utalentowanym politykiem. Ale by utrzymać swoją popularność, poparcie oraz kontrolę nad własną partią Merkel będzie dalej potrzebować szczęścia.

12:25, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 czerwca 2008

Gdy dwa lata temu po raz pierwszy wszedłem do gmachu Reichstagu to właśnie te malunki na ścianach zrobiły na mnie największe wrażenie. To autografy zdobywców Berlina, żołnierzy Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej. Treśc zwykle jest lakoniczna: Wania Saratow - Berlin 1945. Potrafię wyobrazić sobie ich entuzjazm, gdy podpisywali się nadpalonymi kawałkami drewna. W końcu udało im się cało i zdrowo przejść przez wojnę, która kosztowała życie 27 mln. ich rodaków. W ślady Sowietów poszli też żołnierze innych armii, na murach znalazłem podpis gen. Marshalla .

nie tylko Sowieci się podpisywali, także amerykańscy generałowie

Gdy późną wiosną 1945r. sowieccy żołnierze przemierzali te korytarze i podpisywali się na ścianach, Reichstag był spaloną ruiną. Pół wieku później, już w zjednoczonych Niemczech wyremontowano go, a na dachu postawiono szklaną kopułę, napisów niekt nie ośmielił się ruszyć. Co więcej Niemcy wydali grubą kasę na środek, który by je zakonserwował.

Stare napisy odczytuje jako przestrogę dla Niemców i ich polityków: zobaczcie jak kończy kraj, który daje się uwieść dyktatorom. Wówczas obcy żołnierze bezkarnie piszą na ścianach jego parlamentu.

22:23, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 maja 2008

W Stelle, małej miejscowości pod Hamburgiem upamiętniono śmierć Juliana Milejskiego, polskiego robotnika przymusowego powieszonego w 1943r. przez SS.

O sprawie pisałem rok temu. Milejskiego stracono bez sądu za romans z jedną z miejscowych Niemek - czego surowo zabraniały tzw. Polen - Erlasse . Przez lata zbrodnia była w Stelle tematem tabu, choć miejsce egzekucji zyskało szybko nazwę "polski lasek". Milczenie przełamali uczniowie ze szkoły w Hambrugu-Hanhoopsfeld. Razem ze swoim nauczycielem Gunterem Schabe odkryli historię zamęczonego Polaka i postanowili go uhonorować. Przyłączyło się do nich kilkunastu mieszkańców okolicy.

Wczoraj w miejscu jego kaźni poświęcono specjalny obelisk. W specjalnej uroczystości wziął także udział Jerzy Kaczmarek,  polski konsul z Hamburga. Zabrakło przedstawicieli władz samego Stelle. Burmistrz miasteczka wielokrotnie opowiadał się przeciwko rozgrzebywaniu "starych ran".


 

09:31, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 stycznia 2008
Pod fabryką Nokii w Bochum stoi biały "namiot solidarności". Na razie jeden i na razie jest spokojnie. Ale pracownicy mówili mi wczoraj, że jeśli Nokia faktycznie zamknie fabrykę - to oni pójdą na całość.
W Bochum spędziłem cały dzień. Rozmawiałem z pracownikami, związkowcami, lokalnym posłem SPD i urzednikami z magistratu. Wszyscy chcą bronić fabryki do upadłego - innego scenariusza nie biorą (przynajmniej oficjalnie) pod uwagę. A Niemcy im w tym kibicują.

Kilka zdjęć z teo miejsca:









12:24, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (13) »
niedziela, 27 stycznia 2008

Co jakiś czam patrzę na aktualizowane wyniki wyborów w Hesji. Słupek poparcia dla Lewicy powoli pnie sie w górę. O 18.00 było 4,6 proc. potem 4,9, teraz jest 5. By wejść do lantagu postkomuniści potrzebują ciut więcej niż próg wyborczy - 5 proc. Czyli nie trzeba wiele.

Wszytsko wskazuje więc na to, że Roland Koch może się szykować do przeprowadzki. Oczywiście wyniki mogą się jeszcze zmienić. Ale najprawdopodobniej w landzie władze obejmie pewnie koalicja SPD- Zieloni- Lewica. Bez Lewicy większościwoej koalicji zbudować się nie da - brakuje deputowanych. 

Koch to moim zdaniem jeden z najbardziej odpychających niemieckich polityków.  Wielki ksenofob, właściwie rasista, konserwatywny hardliner - automatycznie budzi skojarzenia z pewną epoką. Mam nadzieję, że trwale zniknie ze sceny tak jak podobny mu Edmund Stoiber.

Zaś rządy pani Ypsilanti w sojuszu z Zielonymi i postkomunistami bedą z dziennikarskiego względu niezwykle ciekawe. Dlatego cieszę się podwójnie.

19:56, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (3) »

Mieszkańcom tego landu nie zazdroszczę, bo wybór mają nieszczególny. Z jednej strony chadecki premier Roland Koch, który mówiąc bez ogródek jest wiecznie wczorajszym ksenofobem. Z drugiej Andrea Ypsilanti (SPD) równie niereformowalny lewicowiec.

W sondażach zaś obydwoje idą łeb w łeb. Pierwsze wyniki wyborów o 18.00.


Te wybory to poligon dla niemieckich wielkich partii, które testują tu swoje wyborcze programy przed wyborami do Bundestagu w 2009r. To także test wewnętrznej sprawności chadecji. Jeśli Koch z przyzwoitym wynikiem utrzyma się w siodle, to konserwatywna (niechętna też Polsce) frakcja w CDU zwycięży - a pozycja Merkel osłabnie. Biorąc pod uwagę specyficzne
poglądy Kocha nie jest to najciekawszy scenariusz.

14:23, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2007

W dzisiejszym „Die Welt" można przeczytać rozmowę z Bogdanem Zdrojewskim, byłym prezydentem Wrocławia, obecnym ministrem kultury. Główny temat: upamiętnienie wypędzonych. Czytało się to zabawnie. Dziennikarz pyta o „widoczny znak”, a Zdrojewski jak gdyby nigdy nic odpowiada o Centrum Przeciw Wypędzeniom     

…Sposób w jaki Centrum Przeciw Wypędzeniom będzie rozbudowane jest jednak kontrowersyjny…

…Zawsze byłem za tym, by Centrum Przeciw Wypędzeniom budowali wspólnie polscy i niemieccy historycy,  a nie tylko historycy jednej strony. Tera jednak budują je ani historycy polscy ani niemieccy, tylko niemieccy politycy. Szkoda...

…Projekt Centrum przeciw Wypędzeniom  był od początku raczej projektem politycznym niż historycznym. To mu szkodzi…

A w końcu na pytanie czy „Widoczny Znak” jest dla Polski nie do przyjęcia, Zdrojewski odpowiada twierdząco.

Szlag mnie trafia gdy czytam tego typu bzdury. Minister wpakował Centrum i Znak do jednego worka, nie widząc, że to dwie różne rzeczy.

Przypomnijmy panu ministrowi o co chodzi:

Centrum Przeciw Wypędzeniom wymyśliła w 2000r.  Erika Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych. Cel – stworzyć wielką i prestiżową placówkę, w której dokumentowano by historię wypędzeń w Europie – ze znacznym naciskiem na wypędzonych Niemców. CPW miało być instytucja, która zapewniłaby kurczącym się z powodów biologicznych wypędzonym prestiż i wpływy w stolicy Niemiec. Poprawiłaby się też polityczna pozycja samej Steinbach – szefowej Centrum in spe. Projekt był nie do przyjęcia. Wiarygodność wypędzonych spisujących własną historię można porównać do obiektywizmu elpeerowców opracowujących historię polskiej endecji. Z wcześniejszych wypowiedzi Steinbach wynikało, że skłonna jest ona widzieć wypędzonych Niemców jako ofiary drugiej wojny światowej, a wypędzających jako sprawców. Nawet dla wielu chadeków  taka wizja była nie do przyjęcia

Centrum jednak nigdy  nie powstanie W 2005r. CDU i SPD postanowiło, że to niemieckie ministerstwo kultury stworzy ośrodek upamiętniający wypędzenia. Będzie skromniutki ( co to za budżet 1,2 mln euro rocznie? Prowincjonalne muzea mają większe) , położony na peryferiach berlińskiego śródmieścia a jak można się domyślać będzie do bólu politycznie poprawny. Wilk (wypędzeni) będzie syty i owce (Polska, Czechy i lewica) całe. Pani Steinbach nie dostanie propagandowego oręża do ręki, a temat wypędzeń zniknie z polsko-niemieckiej agendy. 

Dlatego źle się stało, że Zdrojewski pomylił jedno z drugim. Pokazał bowiem, że w sprawie jednego z głównych polsko-niemieckich zatargów zupełnie nie ma orientacji. Jeszcze gorzej, że akapit niżej tak wypowiedział się przeciwko „widocznemu znakowi”. O tym jak „znak” ma wyglądać obydwa rządy powinny dyskutować i spierać się w sposób dyskretny, a nie na łamach gazet. Tym bardziej, że widoczny znak jest dla Polski do przyjęcia.

Mam nadzieję, że Steinbach i jej zwolennicy nie użyją wywiadu jako dowodu, że wszystkie polskie rządy w sprawie upamiętnienia wypędzeń są tak samo niereformowalne.

18:32, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2007

Jak się przejawia sezon ogórkowy w Niemczech? A no tym, że prasa wałkuje takie tematy jak:

  1. Kto będzie kandydatem SPD na kanclerza w wyborach w 2009r.
  2. Czy Gerhard Schröder pomoże SPD, podczas wyborów w 2009r.
  3. Czy obecny prezydent Horst Köhler ma szansę na ponowny wybór, również w 2009r. i kto ze znanych polityków go popiera
  4. Czy w Niemczech jest wystarczająco rąk do pracy, czy wręcz przeciwnie.
  5. Czy wysłać do Afganistanu więcej żołnierzy czy wycofać tych, którzy już tam są
  6. Kogo kocha  Horst Seehofer

I takie tam inne.  Jednym słowem wielka nuda i zapełnianie szpalt ciągle tym samym. Ucichł nawet spór polsko-niemiecki, a FAZ od kilku dni nie pisze już o nawet Berlince.
Niemieccy dziennikarze muszą bardzo zazdrościć swoim polskim kolegom. W polskiej polityce w tym roku sezon ogórkowy nie istnieje i tematów wymyślać nie trzeba.
Z drugiej strony, gdy proponowałem im, że wyślemy polską elitę polityczna do Berlina, to jakoś nie widać entuzjazmu. Wolą zajadać te swoje ogóry.

18:36, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 czerwca 2007

Jeśli chcesz zostać w Niemczech rozrabiaką, najlepiej zapisz się do alterglobalistów. W tym dziwnym kraju skrajnej lewicy uchodzi o wiele więcej, niż łysym wielbicielom Rudolfa Hessa.

Taki wniosek sam ciągnie się na usta, po tym jak ekipa alterglobalistów  zaczęła rozwalać szczyt G8 w Heligendamm. Niemiecka policja, która zupełnie nie potrafiła sobie z nią poradzić powinna dziękować Opatrzności, że po sobotnich nawalankach w Rostoku alterglobaliści nieco spuścili z tonu, przerażeni siłą własną i determinacją kolegów ze „Szwarzer Blocku”. Jest pewne, że ani stalowy płot wokół Heligendamm ani tych kilka armatek wodnych, które go razem z kilkoma setkami policjantów strzegły nie powstrzymałyby tysięcy lewaków przed wtargnięciem w głąb kurortu. A potem to dopiero by się działo. Ewakuacja przywódców, starcia z ich ochroniarzami starzały, zabici …

Tyle, że Niemcy jakoś nie snują tego typu wizji. Ba, nie są nawet skorzy do potępiania swoich lewicowców.

Gdy w sobotnie popołudnie w Rostoku rozkręcała się  Krawalle (tak po niemiecku określa się nawalankę) niemieccy politycy atakowali ze wszystkich stron ... ekstremistów z NPD, którzy w tym czasie, w sile kilku chłopa demonstrowali pod Bramą Brandenburską. Jakiż to był skandal, że brunatni, mimo sądowego zakazu dokonali politycznej demonstracji w samym centrum stolicy Niemiec. A w tym czasie w Rostoku w stronę policji leciały kamienie i koktajle Mołotowa. Dzień później, gdy Rostok leczył rany Niemcy nawet nie były na kacu. Ot, przecież zamieszki z udziałem młodych lewicowców wierzących w sprawiedliwość społeczną i domagających się je w nieortodoksyjny sposób. To przecież nic strasznego ani nowego. W samym Berlinie od 1987r. lewicowcy rozrabiają regularnie chociażby z okazji  1. maja. W tym roku policja była zadowolona, że rozróbę udało się ograniczyć i spłonęło tylko kilka samochodów.

Neonaziści natomiast to ludek słaby, niezdolny do żadnych wielkich akcji (dzięki Bogu), nie licząc ataków na czarnoskórych piłkarzy Bundesligi, ani do formułowania szerszych idei. W ich mateczniku  - byłym NRD trudno zresztą odróżnić neonazi od szalikowca. Ale o dziwo każde słowo wypowiedziane przez neonazistowskich działaczy od razu szokuje Niemców. Gdy lewacy czy anarchiści w sile tysiąca gardeł domagają się obalenia siłą kapitalizmu, Niemcy potakują głową ze zrozumieniem. Gdy policja zaczyna tych ostatnich pałować, niemiecka prasa pisze, że funkcjonariusze przesadzają.

Zresztą to nie jedyna rozbieżność między czerwonymi i brunatnymi. Ci pierwsi mają coraz silniejszą reprezentacje w Bundestagu. To 53 deputowanych Partii Lewicowej, bezpośrenia spadkobierczyni enerdowskiej SED, czyli ichniejszego PZPR, (z tą różnicą, że nasi komuniści się rozwiązali, a enerdowscy tylko zmienili nazwy). Ich działacze brylują na berlińskich salonach i pojawiają się w telewizji, głoszą prawie te same poglądy co ich koledzy na ulicach

. Niemcy zrobią jednak wszystko by to neonazistów  nie wybrano do Bundestagu. Nałożą na NPD wszystkie możliwe sankcje by pozbawić ich pieniędzy tak by ich kampania wyborcza od początku kulała. Sądzę że Partia Lewicowa nie będzie miała problemu z wynajmem reprezentacyjnej sali w Berlinie na swoje sympozjum czy zjazd. NPD tak – podczas ostatniego zjazdu musiała po cichu wynajmować dom kultury na berlińskich peryferiach. Gdy urząd ds. ochrony konstytucji zaczął obserwować poczynania lewicowców ich lider Oskar Lafontaine  poczuł się obrażony . Brunatnych VfS obserwuje od dawna. 

Pisze to absolutnie nie po to, by upominać się o prawa niemieckich neonazistów. To banda, którą faktycznie należy prześladować. Ale w taki sam sposób Niemcy powinni stawić czoła drugiej grupie ekstremistów. Od niedawna w kryminalnych statystykach porównuje się przestępstwa polityczne popełnione przez jednych i drugich. Udział lewicy rośnie.

Niemcy myślą jednak historycznymi kalkami. Potępiają, z wiadomych względów nazizm, a przymykają oko na tych, którzy podają się za spadkobierców szlachetnego zrywu z 1968r. Ci zbierają się w takim Rostoku, a potem hordą ruszają na policjantów. To oczywiście w imię tych samych ideałów.

23:41, bartek.wielinski , Niemcy - Polityka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
wyborcza.pl
Bartosz Wielinski

w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku.

top | Agora SA | design by kate_mac | zmiany: autor