Tytuł blogu jest trochę nieadekwatny, bo jego autor aktualnie próbuje przeżyć w Warszawie. Do Berlina stara się regularnie zaglądać

Niemcy - obyczaje

poniedziałek, 07 września 2009

Nagi Hitler zabawiający w łóżku piękną dziewczyną w wypuszczonym w sobotę filmiku przestrzegającym przed AIDS (aż dziw bierze, że Niemcy jeszcze nie zatrzęśli się z oburzenia) to wprawdzie intrygująca, ale jednak nie pierwsza próba wciągnięcia twórcy III Rzeszy do świata reklamy. Pogrzebałem w Google i znalazłem takie kwiatki:

To sugestywna niemiecka reklama prezerwatyw. Jeśli nie będziesz ich stosować, możesz spłodzić pana z takim wąsikiem. Prezerwatywy dla zachowania globalnej równowagi propagowano także w wersji z Osamą i przewodniczącym Mao.

A skoro jesteśmy przy bezpiecznym seksie...

Pewna chińska firma twierdzi, że gdyby ludzie się zabezpieczali, na świat nie przyszliby następujący osobnicy:

 

Ostatnia sztuka wygląda mi na cesarza Hirohito, ale głowy nie dam

Swego czasu w Niemczech wybuchła awantura wokół skromnej reklamy bońskiego domu mody Hut & Weber. Reklama wprawdzie pokazuje ile zależy od właściwego doboru kapelusza (bez nakrycia głowy Hitler, z nakryciem C. Chaplin), ale Niemcy uznali ją za skandaliczną.

Hitlera wykorzystywały tez firmy kosmetyczne (Tylko czy prawdziwy Hitler pozbyłby się swojego wąsa) ...

i portale genealogiczne (sprawdź czy twoim przodkiem nie jest pan H.)

Jestem przekonany, że umknęło mi jeszcze wiele przykładów. Przecież Hitler do reklamy nadaje się idelanie - jest rozpoznawalny (każdy uczył się o nim w szkole), nie trzeba pytac go zgodę ani płacić za wykorzystywanie wizerunku (nie żyje i nie pozostawił spadkobierców) no i jest wielkim tematem tabu. Każdorazowe użycie jego twarzy, albo chociazby wąsów, odbija się w mediach szeroki echem. A o to chodzi, bo reklama idzie w świat.

I tak najwięksi zbrodniarze w historii stają się ikonami współczesnej kultury.

14:36, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2009

Nadaję z Berlina :) Przyleciałem tu za polskimi posłami, którzy odsłonią pod Reichstagiem pomnik Solidarności. Godzinę temu polscy posłowie spotkali się z  niemieckimi kolegami w sali konwentu seniorów Bundestagu.

Dziennikarzy wpuszczono na posiedzenie tradycyjnie na kilka pierwszych chwil. Akurat stałem przy samych drzwiach, gdy wchodzili polscy posłowie. Niemcy do nich kulturalnie: „Guten Morgen, Guten Morgen” – było wszak jeszcze rano.  Polacy sympatycznie kiwali głową.

Tylko wicemarszałek Stefan Niesiołowski zanurzył się w rozważaniach: – Ty jak to szło guten morgen – butem w mordę? – pytał kolegi ( chyba wicemarszałka Szmajdzińskiego).

Nie wiem jaką odpowiedź Niesiołowski usłyszał, ale straszenie mu jestem wdzięczny. Przypomniał mi bowiem popularny wierszyk z dzieciństwa. To były czasy! Każdy na podwórku chciał być wtedy Hansem Klosem, albo co najmniej jednym z czterech pancernych. Potem jednym to przeszło, a innym zostało.

Tak czy owak bardzo dziękuje, panie marszałku.

10:59, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (5) »
wtorek, 28 kwietnia 2009

Geert Mackenroth, minister sprawiedliwości w Saksonii procesuje się w sprawie sedesu. Jest akt oskarżenia, policyjna rewizja i znajomy polski zapaszek.

 

Minister i jego rzecznik prasowy zapewniają niezbicie, że chodzi tylko o sprawiedliwość i o żadnej prywacie nie ma mowy. Dziennikarze Süddeustche Zeintung” tezy o prywacie wprost nie stawiają (ciekaw jestem dlaczego? przecież nie strachu ?), ale z ich tekstu wynika to niezbicie. Mackenroth nasyłał prokuraturę i policję na małżeństwo z Itzenhohe w północnych Niemczech, które niegdyś wynajmowało od niego dom.

 

W lokalnym sądzie jest już nawet 5 stronnicowy prywatny akt oskarżenia przeciwko nim. Złożyła go wprawdzie żona ministra, ale ten go konsultował.

 

Małżeństwu pan minister zarzuca, że przywłaszczyli sobie jego sprzęty. Chodzi o zagarnięcie klapy sedesowej w kolorze srebrnym-metalic oraz zasłon w różnych wzorach i kolorach. Policja szukała ich u oskarżonych, ale nie znalazła.

Minister tłumaczy się na łamach Süddeutsche”, że nie nasyłał policji na swoich przeciwników procesowych, a rewizja była własną inicjatywą stróżów prawa w Itzenhohe. Gazeta przypomina jednak, że minister był niegdyś prezesem sądu w tym mieście i z szefem policji, sędziami i prokuratorami był w dobrej komitywie. Nic dziwnego, że klapy z toalety pana ministra szukają tak, jakby nie była srebrna tylko  złota. 

 

Jednym słowem wanny Wassermanna montuje się wszędzie, choć czasem w zminiaturyzowanej formie toalety.

17:38, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lutego 2009

 

Lalka Barbie obchodzi 50. urodziny. Z tej okazji producent – koncern Mattel pokazał na targach zabawek w Norymberdze jej najnowsze wcielenie, czyli Barbie-Kanclerz.  Podobieństwo do urzędującej pani kanclerz jest dyskusyjne, ale jest. Lalkę będzie można wkrótce kupić za 20 euro. Nie wiadomo jednak czy podbije serce Niemców czy zacznie im służyć jako laleczka voodoo. To drugie jest tym bardziej możliwe, że we wrześniu w Niemczech będą wybory do Bundestagu.

 

16:27, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Donoszę z największym oburzeniem, że tutejszy proboszcz podczas mszy nosił dżinsy. Widziałem dokładnie, bo nogawki wystawały spod szat liturgicznych.

Zauważyłem to wówczas, gdy ksiądz przeszedł kilkanaście metrów w głąb kościoła, by dać komunię starszej pani, która poruszała się z trudem. Kościół był, w porównaniu z tym, co znamy z Polski, praktycznie pusty, naliczyłem ledwie 50 osób, ale dżinsy księdza widzieli chyba wszyscy. Proboszcz oczywiście jest Polakiem, więc tym bardziej dziwią mnie jego spodnie. Przecież w Polsce to byłoby nie do pomyślenia.

Potem widziałem księdza w parku. Uprawiał jogging (to jego sprawa), ale w dresie i bez koloratki.

W ogóle dziwne rzeczy dzieją się w tych berlińskich kościołach. Na przykład tutejsza parafia nie zatroszczyła się o nabór ministrantów. Do mszy w niedziele czasami musi służyć kościelny. Znaczy ksiądz nie prowadzi odpowiednich działań w szkołach i nie ma przełożenia na młodzież.

Kazania to zupełna profanacja. Tutejsi księża mówią w nich o kryzysie światowym, mundialu czy roli jaką coca-cola pełni w społeczeństwie. Na takich przyziemnych przykładach objaśniają Pismo Św. Co gorsza używa przy tym dość niewyszukanego języka. Jakby kazania należało mówić prostym zwykłym językiem.   Ostatnio jeden ubolewał, że ludzie w Niemczech nie dają ludziom drugiej szansy i odwracają się np. od zresocjalizowanych przestępców. Co to w ogóle za przykład? Jak o przestępcach mówić w kościele?   W ogóle milczy się natomiast o ochronie życia poczętego, tutejsi księżą też milczą w sprawach politycznych, choć z punktu widzenia kościoła sytuacja w Niemczech nie jest najlepsza.

Co gorsza w rocznicę nocy kryształowej podczas ofiarowania ksiądz modlił się za Żydów i prosił Boga o pojednanie między Niemcami i ich ofiarami. Przy innej okazji w kościele wystąpił chór prawosławnych mnichów i zbierał na odbudowę jakiejś cerkwi w Moskwie. Proboszcz powtarzam jest Polakiem. Czy w Polsce nie ma kościołów, które trzeba wybudować. Czy trzeba zbierać pieniądze na kościoły schizmatyków?

Kończąc chciałem zwrócić uwagę na kolejną rzecz. W parafii proboszcz tak angażuje się w spotkania,  wycieczki i inne imprezy, że nie ma czasu na poranną msze o 7. 30 w dni powszednie. W poniedziałki mszy nie ma w ogóle. Jak tak można?

23:17, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 września 2008

Niemcy zadrżały w posadach. W piątek i sobotę na ulicach Kolonii miała odbyć się wielka manifestacja brunatnych z całej Europy.  Setki uczestników miały protestować przeciwko meczetowi, który ma powstać na skraju miasta i przeciwko islamizacji kontynentu. Jednocześnie neonaziści przyjechali pokazać jak bardzo są silni i zwarci. Chcieli Niemcy i Europę postraszyć.

Niemcy dali im jednak odpór. Taksówkarze odmawiali wożenia łysych, właściciele hoteli zamykali im drzwi przed nosem, w knajpach ignorowali kelnerzy. W końcu, gdy demonstracja miała ruszać zainterweniowała policja i kazała neonazistom się wynosić. Proporcje między brunatnymi, a ich przeciwnikami stały się tak niekorzystne dla tych pierwszych, że policja nie była w stanie zagwarantować im bezpieczeństwa. Jednym słowem panowie spod znaku hackenkreuza ponieśli kompromitującą porażkę. To wielki sukces mieszkańców Kolonii.

 Sprawa powinna dać dużo do myślenia tym znawcom Niemiec (pozdrowienia dla red. S), którzy ciągle przestrzegają przed odradzającym się za Odrą nazizmem. Gdyby tak faktycznie było, w Kolonii w sobotę doszłoby do palenia tureckich sklepów.

Ale jest druga strona medalu. W mieście mimo wszystko doszło do bijatyki. Szlachetni lewicowcy, którzy przybyli na odsiecz miastu, wściekli się, że policja nie pozwala im wziąć na brunatnych odwetu. No i zaczęła się rozróba. Efekt 5 rannych policjantów, 15 zatrzymanych zadymiarzy.

Sprawa ma jeszcze jedno dno. Niemcy, potępiający neonazistów w czambuł, jakoś są dla równie niebezpiecznych lewicowców bardzo pobłażliwi.  Prasa bardzo zdawkowo pisze o tym, że skrajna lewica zdyskredytowała swoimi ekscesami pokojowy protest setek lolończyków. Wątpię, czy lewicowym zadymiarzom również odmawiano podania w knajpie Kölscha, czy wypraszano z autobusów.  Mam nawet wrażenie, że Niemcy mają wręcz pretensje do policjantów, którzy sięgnęli po pałki by przywrócić spokój.

Podobnie było, gdy panowie z pod spod znaku sierpa i młota demolowali rok temu Rostock. Neonaziści w Niemczech są be, lewica, nawet najbardziej ekstremalna jest ok, bo walczy o sprawiedliwość społeczną.  Taki kraj…

13:09, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (18) »
piątek, 27 czerwca 2008
Znajomy wysoki urzędnik państwowy z Saksonii opowiada o tym jak w Niemczech wyglądają wyjazdy służbowe:

- Gdy jadę z do Kolonii (z Drezna to dystans  600 km) nie muszę nikogo prosić o zgodę, choć to całodniowa wyprawa. Gdy jadę do Pragi - tylko 150 km - decyzję o wyjeździe musi wydać minister. Mimo, że nie ma kontroli na granicach, to jest to ciągle delegacja zagraniczna, przysługują mi nawet diety. Co gorsza jeszcze musze pilnować by, nie przekroczyć budżetu na zagraniczne wyjazdy. Po Niemczech możemy za to jeździć bez większych ograniczeń. 

Schengen nie Schengen, porządek musi być.

13:11, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 maja 2008

Wróciliśmy właśnie z Indiany Jonesa. Oglądaliśmy go oczywiście w niemieckim kinie. Jestem pewny, że wyrwałbym sobie o wiele mniej włosów z głowy, gdybym słyszał prawdziwego Harrisona Forda, a nie Niemca, który się pod niego podszywa.

Do dzisiaj wydawało mi się, że do dubbingu po dwóch latach spędzonych w Berlinie przywykłem. Nie przeszkadza mi już to, że podkładający głos aktorzy są nienaturalni, a czasami, gdy okazują zbyt wielkie emocje, nawet śmieszni. Jestem w stanie oglądać dubbingowany CSI i nie krzywię się, gdy np. facet podkładający Davida Caruso akcentuje słowa w dość pretensjonalny sposób. Spokojnie wytrzymuje, gdy agent 007 mówi: „Mein Name ist Bond”, a jego partnerka pyta „Dżejms, wieso fliegen wir nicht nach Nju York?” (Niemcy w dubbingu wszystkie angielskie nazwy własne wymawiają z bliżej niezidentyfikowanym angielskim akcentem). Właściwie w oryginale oglądam już chyba tylko MASHA i to dlatego, że dubbing nagrywano jakieś dwadzieścia lat temu i po prostu, nawet gdy ma się dobra wole, to nie da go się słuchać.

Wczoraj w kinie jednak trafił mnie szlag. Indiana Jones mówiący po niemiecku przelał czarę goryczy. Nie dość, że infantylny scenariusz ( gdzie ten Indiana, którego pamiętam z podstawówki?), to jeszcze Indy krzyczący po niemiecku „Myst!”. Jednym słowem trzeba było poszukać kina gdzie wyświetlają filmy w oryginale, albo poczekać miesiąc aż wypuszczą DVD.

Niemcy oczywiście zupełnie nie rozumieją moich pretensji. Dla nich szczytem idiotyzmu jest to, by tak jak w Polsce, dialogi czytał jeden facet.

22:16, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (10) »
niedziela, 04 maja 2008
... jest śliczna. Dotarliśmy tam ostatnio z Agnieszką w ramach zwiedzania Niemiec w dni wolne od pracy. Bardzu urokliwe miasteczka, spokojnie, zielono. Woda w Bałtyku kryształowa, ale potwornie zimna.
Najbardziej zaskoczyli nas sami Niemcy. Turyści zza Odry to gatunek jakiego raczej należy unikać - takie wnioski wyciągaliśmy podczas dotychczasowych wypadów nad Morze Śródziemne. Drą się i rozbijają, a na dodatek ciągle wertują tego "Bilda"...
W kurortach na Rugii widzieliśmy za to bardzo kulturalne towarzystwo. Kolejny dowód na to, że bałtycki klimat ma na ludzi zbawienny wpływ.


A dla Czytelników kilka fotek.











15:06, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 marca 2008

Krótka impresja z Hamburga – byliśmy tam wczoraj z Agnieszką w ramach poznawania Niemiec w dni wolne od pracy. Na Reeperbahnie najpierw natknęliśmy się na takie tablice zabraniające hamburczykom noszenia jakiejkolwiek broni.




Kilkanaście metrów dalej, pod komisariatem policji zobaczyliśmy, jak egzekwowanie prawa wygląda w praktyce.


Jak widać na zdjęciach, które robiłem ukradkiem, klient policji nie chce iść na odwach po dobroci. Więc policja mu w tym pomaga. Przynajmniej go na ulicy nie pałowali – choć policjantka była chyba tego bliska. W pewnym momencie chwyciła zatrzymanego za brodę i zaczęła mu coś ostro tłumaczyć. Po chwili policjanci i ich klient zniknęli za drzwiami rewiru.


Poodbno dzięki temu, że policji w Hamburgu jest dużo i oględnie mówiąc nie patyczkuje się ona z tymi, którzy naruszają prawo, przestępczość w mieście spada. Według statystyk jest najniższa od 23 lat. Po części to zasługa sędziego Ronalda Schilla, który w 2001r. założył populistyczną Partię Praworządnej Ofensywy i jako wiceburmistrz miasta wypowiedział przestępcom wojnę. Schill niestety miał ciągotki do pełnej władzy, a także do białego proszku zwanego kokainą. Po dwóch latach wyleciał więc z hukiem z Senatu miasta, a jego partia poszła w rozsypkę. Dziś Bild rozpowszechnia filmik, na których wciąga nosem koks. Smutny to koniec hamburskiego szeryfa.

15:44, bartek.wielinski , Niemcy - obyczaje
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
wyborcza.pl
Bartosz Wielinski

w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku.

top | Agora SA | design by kate_mac | zmiany: autor