Tytuł blogu jest trochę nieadekwatny, bo jego autor aktualnie próbuje przeżyć w Warszawie. Do Berlina stara się regularnie zaglądać

Berlin

wtorek, 13 stycznia 2009

Taka mapa wita klientów Media Marktu w Charlottenburgu.

Jak widać tutejszym kartografom trochę się ręką omsknęła przy wytyczaniu granic. Dobrze, że korespondent "Naszego Dziennika" mieszka w Hamburgu i mapy nie widział, bo by dopiero był dym. Jeszcze ten Danzig i Posen ! Wiadomo czemu to wszytsko ma służyć. W taki sposób Niemcy przygotowują swoich obywateli do kolejnej wojny.

Nowa Europa

11:13, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (15) »
piątek, 03 października 2008

korespondenta zagranicznego w kraju niemieckojęzycznym:

w wyszukiwarce iTunes zamiast "Kilar" napisać "Haider". 

Przydarzyło mi się to właśnie poraz trzeci. 

14:31, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 czerwca 2008

„Fakty” nadały dziś materiał z Berlina ogarniętego szaleństwem przed meczem Turcja-Niemcy.  Obraz był dość pesymistyczny, ale czego było się spodziewać, skoro po ulicach Kreuzbergu przechadzał się Jan Błaszkowski, znany tropiciel niemieckich neonazistów i wypędzonych.Z materiału dowiedziałem się sporo nowych rzeczy o moim mieście. Otóż Turcy po tym, jak ich zespół zrobił na Euro furorę, zaczęli podnosić głowy. Miasto ustroili tureckimi flagami, szykują się zamieszki. Jakiś młody człowiek mówi polskiemu dziennikarzowi, że choć jego rodzice mieszkają w Niemczech od lat i mają obywatelstwo RFN, to on zachował turecki paszport. Co więcej chce wrócić do ojczyzny i iść do tureckiego wojska. Wówczas to naprawdę mnie zmroziło. Do tej pory widziałem na ulicach raczej podwójne niemiecko-tureckie flagi oraz Turków, którzy z Niemcami w dość spokojny sposób zastanawiali się, kto z meczu wyjdzie z tarczą, a kto na niej. W gazetach zwracałem uwagę na komentarze berlińskiej policji, która nie spodziewa się żadnej rozróby, choć mimo to będzie czujna.  Owszem Turcy i Niemcy nie pałają do siebie przesadną miłością, z tymi pierwszymi są spore problemy, ale jakoś antagonizmy podczas Euro wygasły, a w prasie wyczytałem jeszcze, że jest nadzieja by dzięki piłce jedni i drudzy się trochę do siebie bardziej zbliżyli. Ale jak widać trzeba było świeżej krwi red. Błaszkowskiego, by dostrzec jak sytuacja wygląda naprawdę. Dlatego niniejszym redaktorowi za to dziękuje i dedykuje mu poniższe zdjęcie. (Zrobiłem dziś rano)

22:12, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (5) »
wtorek, 01 kwietnia 2008
to tak wyglądałoby centrum Berlina. Ze sporym opóźnieniem, za które przepraszam, przedstawiam opisaną fotkę makiety Germanii. Tekst o wystawie "Mythos Germania" poświęconej szalonym projektom Speera można przeczytać tu. Wystawa ma jeden niepowtarzalny walor - udowadnia, że nazistowska architektura była do luftu.

00:03, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 marca 2008
Dzięki związkowcom z Verdi dostałem niepowtarzalną szansę zrzucenia zbędnych kilogramów. W związku z tym, że strajkuje berlińskie metro i autobusy, muszę chodzić pieszo na stację S-Bahnu. Niecały kilometr – ale zawsze to zdrowy ruch! Na dodatek Verdi zadbał też o moje szare komórki. W drodze na S-bahn muszę kombinować jak dotrzeć do celu i ile razy się przy tym przesiadać. S-bahnem nie dojedzie się wszędzie - więc potem zostają tylko własne nogi – czyli zdrowy ruch.
Jednym słowem fajnie mamy się w Berlinie. Jeszcze lepiej będzie w poniedziałek, jeśli wówczas faktycznie zastrajkuje kolej i nie także S-bahny przestaną
jeździć. Strajk metra ma trwać do 14 marca – kolej zapowiada strajk bezterminowy.
Należę bowiem do tej połowy mieszkańców Berlina i Brandenburgii, która nie posiada własnego samochodu – po Niemczech można wygodnie i szybko (choć nie zawsze tanio) poruszać się komunikacją publiczną. Jeżeli ta oczywiście funkcjonuje. Ale posiadacze samochodów wcale nie mają lepiej. Ci którzy usiłowali dziś wjechać do Berlina, utknęli w wielkich korkach. Jednym słowem strajk oznacza tutaj totalny chaos. Cieszą się z niego taksówkarze i kieszonkowcy, którzy bezlitośnie okradają pasażerów, stłoczonych na dworcach S-bahnu.


(na zdjęciu stacja Gesundbrunnen - wczoraj popołudniu)
Najbardziej dziwią mnie w tym wszystkim niemieccy związkowcy, którzy walczą o podwyżki dla swoich członków. Nawet nie starają się, by zwykli Niemcy zrozumieli, że wśród strajkujących maszynistów czy kierowców faktycznie
ludzie, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Po prostu stawiają kraj pod ścianą-  albo dajecie podwyżki – albo sobie chodźcie na piechotę. Mi trudno to zaakceptować, ale Niemcy o dziwo nie mają większych pretensji do związkowców. Ciekawe czy po kilku dniach łażenia na piechotę zmienią zdanie.
Ja jutro oddaje koło do centrowania. Mam gdzieś związkowców, ich żądania i negocjacje, będę jeździł na rowerze.
00:00, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (12) »
środa, 27 lutego 2008

To ostatnio całkiem częste zjawisko meteorologiczne w Berlinie. (Podkreślam: meteorologiczne). Czy to efekt ocieplenia klimatu, czy może lokalna specyfika? Trudno powiedzieć, ale fajnie się to ogląda.

Foty robiłem przez okno. Na drugiom zdjęciu majaczy berlińska wieża telewizyjna.


17:37, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (1) »
środa, 30 stycznia 2008

Cztery kamienice dalej od naszej swój zakładzik prowadzi szewc. Jedyny w okolicy.  Zakładzik jest obskurny, a na półce przed drzwiami straszą buciska, które można kupić po okazyjnej cenie. Wygląd wskazuje na to, że ktoś nie odebrał ich jeszcze w czasach muru berlińskiego i teraz biedny szewc chce się ich pozbyć.  W ogóle było nam go trochę żal – ot jak na Zachodzie umiera pożyteczne rzemiosło – myśleliśmy z Agnieszką przechodząc obok. Do czasu.

Po dwóch latach stąpania po berlińskim bruku obcasy w naszych butach mocno się zużyły (moje niestety nie są podkute). Mieliśmy dwie opcje: zawieźć dodatkowe trzy pary do Polski, albo odwiedzić naszego bidule. Wybraliśmy to drugie.

Bidula-szewc długo wpatrywał się w kolejne podeszwy a potem zapisywał na nich liczby.  Potem je zsumował  i wyszło 72.  Oczywiście euro – bo chodziło o honorarium pana szewca, który wymienił jedyne 3 pary obcasów i zmienił jeden zamek błyskawiczny.  Wycofać się było trochę głupio, bez słowa wyciągnąłem więc portfel. Pan szewc odliczył łaskawie 10 proc. bo płaciliśmy gotówką.  Jutro idę po odbiór. Mam nadzieję, że jakość będzie adekwatna do ceny. Za 90 euro można kupić w Berlinie całkiem fajne buty.

Obiecaliśmy sobie też, że nie będziemy poruszać wątku upadku niemieckiego rzemiosła.

22:01, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (18) »
niedziela, 02 grudnia 2007

Życie korespondentów, nawet w tak spokojnym kraju jakim są Niemcy, czasem bardzo mocno przyspiesza. Na przykład: w czwartek siedziałem na Hellersdorfie we Wschodnim Berlinie i robiłem materiał o biednych niemieckich dzieciach, a tu niespodziewanie telefon z redakcji i krótkie hasło: jedziesz do Paryża. Cel: pisać o zamieszkach jakie w zeszłym tygodniu urządziła młodzież na paryskich przedmieściach, a dokładniej w Villers le Bel . Właśnie stamtąd wróciłem.

Oczywiście jak to zwykle bywa, gdy tylko wylądowałem na miejscu okazało się, że zamieszek już nie ma, bo francuska policja kilka godzin wcześniej pojawiła się w takiej ilości, że nawet najbardziej rozzuchwalonym młodzieńcom odechciało się manifestować swojej nienawiści do francuskiego państwa i jego prawa. Zostało mi chodzenie wzdłuż spalonych budynków i śladów po rozbitych koktajlach Mołotowa oraz opisywanie atmosfery jaka panowała w miasteczku. Miejscowi patrzyli na mnie spodełba, byłem swiadkiem jak stalowymi rurkami przeganiają ekipę TV. Do mnie jednak nie startowali. Na wszelki wypadek rozmowę zawsze zaczynałem od słów: "Je suis un journliste polonais". Bo miejscowi swoich gryzipiórków bardzo nie lubią (z wzajemnością). 

Teksty można poczytać tu i tu. A wieczorami sentymentalnie (spędziłem tu kiedyś trochę czasu) chodziłem sobie po Paryżu. Marcin, brat mojej żony, który mieszka w stolicy Francji od kilka lat, powiedział mi dwa dni temu, że gdy przyjechał do nas, do Berlina, po raz pierwszy, to poczuł się jak na naszym rodzinnym Górnym Śląsku. Było tylko czyściej.  Paryż to zaś zupełnie inny świat. Cholera, ma rację...

17:20, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (7) »
niedziela, 18 listopada 2007

Tylko w Niemcach to jest możliwe*... Przed północą pod naszym domem zrobił się mały rwetes. Wyjrzeliśmy przez okno i zdebięliśmy. Na ulicy stała cieżarówka z ... jachtem. A panowie na zwyżkach i drabinach przycinali gałęzie rosnących wzdłuż ulicy platanów, by łódź przejeżdżając pod nimi się nie porysowała.

Nie wiem niestety dokąd łódź sunęła - obsługa niestety nie była rozmowna. Może chcą ją spuścić na pobliską Szprewę? Ale jaki jest sens targać jacht przez wąskie berlińskie uliczki, skoro obok jest dwupasmówka? I po co robić to w niedzielę wieczór. To jest po prostu możliwe tylko tutaj.  

*błąd zamierzony - cytat z "Grzesznego żywotu Franka Buły" - kto nie widział, niech żałuje

22:38, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (6) »
środa, 21 marca 2007

Kilka dni temu, w słoneczny dzień, wracałem sobie S-Bahnem ze śródmieścia Berlina. Między Hauptbahnhofem a Bellvue spojrzałem za okno. I trochę mnie ścięło. Na kopule berlińskiej wieży telewizyjnej widniał wielki, złoty krzyż.  

Jedni powiedzą, że Bóg czuwa nad Berlinem i jego mieszkańcami. Inni, że to zjawisko optyczne – gdy słońce świeci na kopułę, ta w tak niecodzienny sposób odbija jego promienie. Dziś można o krzyżu dywagować na chłodno. Ale za czasów NRD – to musiało kłuć towarzyszy ateistów. Już wyobrażam sobie te dyskusje partyjnych. – Wiecie towarzyszu, prawa fizyki są niezmienne. To nie krzyż, tylko dwa przecinające się odcinki-

A Stasi po cichu pewnie prowadziło śledztwo, czy aby projektanci wieży, nie dokonali sabotażu i tak wymyślili poszycie kopuły, by słońce odbijało się w nieakceptowalny przez doktrynę marksistowską sposób. A ulica nazwała to po swojemu. Z zjawisko optyczne i wieżę telewizyjną poświęcono „św. Walterowi” – patronowi Waltera Ulbrichta, enerdowskiej krzyżówki Bieruta i Gomułki. Wieżę też nazywano „zemstą papieża”.

Wieża ma 368 metrów wysokości. To najwyższy budynek w środkowej i wschodniej Europie. Budowano ją w latach 1964 – 1969. Architekci z biura Industrieprojektierung wyliczyli koszta budowy na jakieś 35 mln enerdowskich marek. Wcale mnie nie dziwi, że sumie wyszło 6 razy więcej. W postępowym NRD, gdy szło o sprawy prestiżu i rywalizacji z rewanżystami zza drugiej strony Odry, koszta nie grały roli. Wieża stanęła i z miejsca przyćmiła wszystko, co w  stało w zachodnim Berlinie, z podrabiającą wieżę Eiffla wieżą radiową włącznie. No bo jakie zgniłe kapitalistyczne miasto mogło sobie wówczas pozwolić na budowę betonowego filaru i wielkiej stalowej kopuły na jego szczycie, która nie dość, że się obracała wokół własnej osi, to jeszcze mieściła kawiarnię?

Na jej szczycie byłem raz. Było ciepłe lato 1988. Miałem 10 lat i wybraliśmy się z ojcem w odwiedziny do wujka, który pracował wówczas na kontrakcie pod Cottbus. Berlin wówczsas porażał: sklepy były pełne, schody ruchome wszędzie działały, a w restauracjach można było zjeść porządne jedzenie. Widziałem nawet prawdziwe bankomaty – w Polsce pojawiły się chyba 10 lat później. No i te sklepy z zabawkami…

 By wjechać turbo windą na szczyt wieży musieliśmy odstać kilka godzin w kolejce. Przepychaliśmy się do wejścia z grupa Anglików, którzy w końcu wcisnęli się przed nas. Widok z góry oszałamiał, a mur berliński wyglądał jakoś niegroźnie – ot szara pokręcona kreska, która nie miała początku i końca. Różowy bilet zniżkowy za chyba 6  marek przez kilka lat trzymałem jako relikwię.

Dziś wieża nie budzi żadnych emocji, choć z racji tureckiej społeczności Berlina, krzyż na kopule może budzić pewne zastrzeżenia. Przed wieżą kolejki są krótkie. Jej widok pewnie nikogo tak nie kręci. Telekom, który jest jej właścicielem chce w ogóle wieżę komuś sprzedać. Tyle, że chętnych nie ma.  Mnie też na wieżę jakoś już nie ciągnie.

20:32, bartek.wielinski , Berlin
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
wyborcza.pl
Bartosz Wielinski

w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku.

top | Agora SA | design by kate_mac | zmiany: autor