Tytuł blogu jest trochę nieadekwatny, bo jego autor aktualnie próbuje przeżyć w Warszawie. Do Berlina stara się regularnie zaglądać

Austria

środa, 11 lutego 2009

 I wydaje płyty. Tyle, że pośmiertnie. 

Krążki z kilkunastoma karynckimi pieśniami ludowymi pt. „Pfiat Gott, liabe Alm” (Niech cię Bóg błogosławi, drogie pastwisko droga łąko) sprzedają się jak świeże bułeczki. Jorg Haider nagrał wprawdzie tylko 3 utwory, ale własnie dlatego ludzie z chęcią płacą za całość 45 euro.

Płytę nagrano  na krótko przed jego śmiercią. 11 października 2008 r. znany z rasistowskich wypowiedzi premier Karyntii i przywódca populistycznego Bloku dla Przyszłości Austrii zginał w wypadku samochodowym na przedmieściach Klagenfurtu. Opłakiwała go cała Austria, a jego pogrzeb zgromadził 25 tys. osób.

Na YouTube znalazłem nastrojowy teledysk, na którym Haider śpiewa, a członkowie Męskiego Chóru Karyntii robią podkład. Piosenka chwyta za serce, jest bardzo sentymentalna i ma się wrażenie, że Haider naprawdę żegna się ze swoim krajem.

Ci, którzy chcą więcej wzruszeń mogą zamówić sobie płytę. Wystarczy wejśc na www.haider-singt.at (Haider śpiewa). – To idealny prezent, który przypomina o tej wielkiej postaci – reklamuje producent. Nabywca w zestawie dostaje płytę CD i DVD, karyncki śpiewnik ze zdjęciami Haidera i okolicznych krajobrazów. 500 pierwszych zamawiających dostanie 3 plakaty z wizerunkiem Haidera w naturalnej wielkości.

Z każdego sprzedanego zestawu jeden euro zostanie przekazany fundacji Jörga Haidera, która będzie zajmować się działalnością charytatywną. Będzie, bo jak wyśledził „Der Standard” fundacja nie została jeszcze zarejestrowana, a prawa do nagrań z Haiderem przechodziły przez kilka firm. Teraz dysponuje nimi firma z Liechtensteinu zajmująca się telemarketingiem.

Płyta z pieśniami Haidera to kolejny przejaw kultu, jakim nieżyjący premier cieszy się w Karyntii. Haider ma mieć swoje muzeum i park w Klagenfurcie, a w miejscu jego śmierci ma stanąć kapliczka. Pod koniec stycznia jego imieniem ochrzczono most w Alpach. Jednak kilka dni później nieznani sprawcy ukradli tablice z nową nazwą.

11:01, bartek.wielinski , Austria
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 października 2008

Radca miejski Albert Gunzer, jeden z klagenfurtczyków, z którym rozmawiałem w zeszłym tygodniu, miał 100 proc. rację. Haider będzie nieśmiertelny tak jak Lady Diana.  O tej ostatniej prasa od lat pisze w kontekście tego, co robiła w ostatnich godzinach życia, m.in. o kolacji z Dodim al Fayedem. Nie minęły dwa tygodnie od śmierci Haidera i prasę pochłonęła jego orientacja seksualna.

Gdybym pytał w Klagenfurcie, o to, czy wielki ojciec Karyntii, był gejem czy może tylko biseksualistą, to pewnie by mnie zlinczowano. Raz podczas rozmowy pod siedzibą karynckiego rządu (nad morzem żałobnych świeczek) wymknęło mi się, że „Haiderem pogardzano w Europie”. Natychmiast obróciło się w moim kierunku kilka głów, a ludzie patrzyli na mnie wilkiem. W Klagenfurcie nikt nie chciał uwierzyć nawet w to, że Haider w chwili wypadku był pijany. Ludzie powoływali się nawet na świadków, którzy widzieli i czuli, że wsiadał do auta trzeźwiuteńki. Pewno znaleźliby się też i świadkowie, którzy potwierdziliby jego czystą heteroseksualność.

Plotki o tym, że Haidera ciągnęło do facetów mają dobre 10 lat. O dziwo pojawiły się wtedy, gdy Haider święcił na austriackiej scenie politycznej największe triumfy. Do końca nie rozwiązano zagadki czy główny populista Europy był gejem czy bi. Ale są nawet zdjęcia landeshauptmanna w towarzystwie młodych panów. Po austriackich miastach krążyły legendy o takich, których bracia, kuzyni, synowie, sąsiedzi, mieli z Haiderem romansik.  Nawet austriacka noblistka Elfriede Jelinek pisała, że Haider wprawdzie nie przyznaje się do bycia gejem, ale jego zachowanie i styl uprawiania polityki jest gejowski, tak jak zresztą było to w przypadku Adolfa Hitlera.

Plotki krążyły dalej. Podsycał je sam Haider, bo fotografował się z każdym i w ogóle nie trzymał dystansu do bliźniego, co w pruderyjnej Austrii budzi zastrzeżenia. Podsycali je też wrogowie Haidera, bo przecież neonazistę najłatwiej zabić przylepiając mu się gejowską łatkę. Austria to nie Niemcy, tu homoseksualizm jest tabu, szczególnie wśród polityków. Najgorzej wyszli na tym sami austriaccy geje, bo w ich szeregach zaczęto szukać sympatyków skrajnej prawicy.   

 Nic dziwnego, że gdy Haider zginął, bańka pękła. Mówi się nawet, a austriacka prasa ośmiela się to publikować, że Haider ostatnie godziny życia spędził w gejowskim klubie. Do romansu z Haiderem ostatnio przyznał się jego wierny uczeń i następca - Stefan Petzner. Świat się kończy! 

Prawda? Nieprawda? To dziś nie ma żadnego znaczenia. Faktem jest to, że Haider budował swoją polityczną karierę na prowokacji. Austriacka prasa w sumie go uwielbiała, bo o Haiderze zawsze można było coś krwistego napisać. Dzieje się tak nawet po jego śmierci.
12:48, bartek.wielinski , Austria
Link Komentarze (10) »
niedziela, 12 października 2008
Jörg Haider w 48 godzin po śmierci osiągnął to, czego nie udało mu się osiągnąć za życia. Austria płacze po nim tak, jakby odszedł ojciec narodu. Według wiedeńskich bulwarówek osiągnął nieśmiertelność, dołączył do Jamesa Deana i Lady Diany, którym tak jak on życie przerwał tragiczny wypadek samochodowy. Okrzyknięto go też największym Karyntczykiem w historii.

A przecież jeszcze kilka dni temu dla wielu Austriaków Jörg Haider był nazistowskim demonem, bazującym na najniższych instynktach populistą, zagrożeniem dla europejskiej demokracji. Teraz okazuje się, że był wielkodusznym człowiekiem, który politykę traktował jak misję i nigdy nie odmówił ludziom w potrzebie.

Absolutnie nie sądzę, że Jörg Haider wybrał sobie sposób, w jaki odjedzie z tego świata – chociaż gdy ktoś pędzi autem dwa razy szybciej niż pozwalają na to znaki, to niejako o śmierć się prosi.

Jednak gdy rok temu odszedł inny superkontrowersyjny austriacki polityk -  89 letni Kurt Waldheim, (były prezydent, który podczas wojny maczał palce w zagładzie Żydów), kraj żegnał go chłodno, a prasa pisała o nim raczej oszczędnie.

Gdyby Haider za kilkadziesiąt lat umierał jako starzec i polityczny bankrut (co byłoby zupełnie prawdopodobne, bo tak, mimo chwilowych sukcesów, kończą populiści) byłoby równie cicho. Spektakularnie rozbijając swojego volkswagena pahetona na klagenfurckiej autostradzie Haider tak potrząsnął Austriakami, że ci będą go pamiętać lepiej niż na to zasługiwał.

22:41, bartek.wielinski , Austria
Link Komentarze (4) »
wyborcza.pl
Bartosz Wielinski

w "Gazecie" pisze o Niemczech i Austrii, w latach 2005 - 2009 korespondent GW w Berlinie, wcześniej, w oddziale GW w Katowicach, pisał o Polakach i Niemcach na Górnym Śląsku.

top | Agora SA | design by kate_mac | zmiany: autor